
Moja wojna z java, java script, flash i innymi plug-inami
wrzesień 1, 2006Kilka lat temu, po wejściu na stronę onet.pl przed oczami pojawił mi się ruchomy obrazek, zachecający mnie do wzięcia udziału w jakimś konkursie. Trochę mnie to poirytowało, bo nie po to wchodziłem na ten portal. Kilka dni poźniej zostałem poirytowany jeszcze bardziej. A to za sprawą PAPu, czyli Polskiej Agencji Prasowej. Po wejściu na ich stronę, widok zasłoniła mi reklama jakiegoś… za przeproszeniem badziewia. Reklama zajęła cały ekran, nie dało jej sie wyłaczyc. W ostateczności wcisnąłem alt+ctr+del i wyłączylem Internet-explorera. Po czym napisałem do papu list oświadczajacy, ze przestanę czytać ich serwis, jeżeli beda mnie tak traktowac. Odpowiedzi nie otrzymałem do dziś.
Tak rozpoczeła sie wojna jaką prywatnie, w domowych pieleszach i bez krzywdy dla postronnych, prowadzę z ludzmi od marketingu. Ja instaluję coraz to nowsze przeglądarki, z coraz to wieksza iloscia funkcji możliwych do wyłączenia, a oni wymyślają sposoby i sztuczki, by zmusić mnie do rezygnacji i akceptacji bombardowania szamponami. Z reguly ja wygrywam, a moj internet jest nudny, bez ryczacego King-Konga. Ale od czasu do czasu zdarza sie i tak, że chcę wejść na jakąś stronę i skorzystać z jakiegoś tam flasha czy java scripta. Jeżeli wiem, że warto sie pofatygowac, włączam przeglądarkę B, albo daną stronę opuszczam. Bo przecież nikt mnie nie zmusi, bym ogladal jego strone. Chyba że ja sam, a ja się opieram.
Na pewno nie zmusi mnie do tego partia polityczna (chyba że będę akurat pisał bloga o jej stronie) i kiedy używajac swojej „uzbrojonej“ przeglądarki nie bedę mogł skorzystać z partyjnej witryny… wyjdę bezgłośnie. Na King Konga te w końcu nie poszedłem.
W najbliższych tekstach pokażę wam jak wygladają krajowe i zagraniczne witryny partii politycznych, jezeli uzyje sie do tego celu roznych przegladarek. Sam jestem ciekaw co z tego wyniknie.
A póki co, zobaczcie co czeka was w przyszłości. Mnie nie, bo mój telewizor… wyszedł na długi spacer.